Niektóre miasta wracają do człowieka dziwną drogą. Nie przez przewodnik, nie przez planowanie kolejnej wyprawy, nawet nie przez rozmowę o wakacjach. Czasem wracają przez tabelę wyników turnieju siatkarskiego.
Tak było z Satu Mare.
W 2019 roku przejeżdżaliśmy tamtędy w drodze powrotnej z Zakarpacia. Najpierw był Użhorod, potem Mukaczewo, później rumuńskie Satu Mare, a dalej Węgry, Słowacja i powrót do Jasła. Ulica z wysokim budynkiem w osi widzenia. Park. Fontanna. Zieleń na pierwszym planie. Nie zdjęcia robione „pod artykuł”, tylko zwykłe obrazki z drogi.


Dlatego kiedy podczas Międzynarodowego Festiwalu Sportu Jasło 2026 wśród drużyn zobaczyłem nazwę ACS Magic Volei Satu Mare, od razu uruchomił się ten mały prywatny folder w głowie. Niby tylko nazwa klubu z Rumunii, jedna z szesnastu drużyn w turniejowej rozpisce. A jednak wystarczyło, żeby przypomnieć sobie tamtą trasę: Użhorod, Mukaczewo, Satu Mare, Węgry, Słowacja, Jasło.
I nagle sportowa tabela przestała być tylko tabelą.
Podczas XXV Międzynarodowego Turnieju Piłki Siatkowej Dziewcząt w Jaśle spotkały się zespoły z Polski, Słowacji, Ukrainy, Norwegii, Kazachstanu, Palestyny, Rumunii i Serbii. To był jeden z tych momentów, kiedy lokalne wydarzenie naprawdę robi się międzynarodowe nie tylko z nazwy. Na parkietach pojawiały się różne języki, różne szkoły gry, różne temperamenty i różne emocje. Wśród tych drużyn była właśnie ekipa z Satu Mare.
Rumuński zespół nie miał w Jaśle łatwego turnieju. W pierwszej fazie trafił do grupy C, razem z VC „Rozdilchanka” z Ukrainy, SL SALOS Staniątki i ULKS Niedźwiada. Już po samych nazwach było widać, że to nie będzie spokojne wejście w zawody. ACS Magic Volei Satu Mare rozpoczął od porażki 0:2 z VC „Rozdilchanka”, później przegrał 0:2 ze SL SALOS Staniątki, a na koniec pierwszego dnia uległ 0:2 drużynie ULKS Niedźwiada.
W tabeli wygląda to sucho. Trzy mecze, trzy porażki, czwarte miejsce w grupie. Ale sport młodzieżowy rzadko mieści się w takim krótkim zapisie. Tam są jeszcze miny po nieudanej akcji, szybkie rozmowy przy linii bocznej, próby podniesienia się po straconej serii punktów, trenerzy łapiący kontakt z drużyną i zawodniczki, które muszą grać dalej, nawet jeśli wynik odjechał już w złą stronę.
Drugiego dnia ACS Magic Volei Satu Mare zagrał w grupie F. Tam czekały kolejne mocne rywalki: ŠK ELBA Prešov ze Słowacji, UKS „MOSiR” Jasło oraz TSV Sanok. Rumuńska drużyna znów przegrała wszystkie trzy spotkania po 0:2. Dla kibica to może być tylko informacja. Dla zawodniczek to już konkretne doświadczenie: turniej, w którym trzeba przejść przez trudne mecze, utrzymać drużynę razem i znaleźć w sobie motywację na kolejne spotkanie.
Ostatni dzień przyniósł mecze o miejsca 13-16. Najpierw zespół z Satu Mare zmierzył się ze Stovner Sportsklubb Volley Oslo z Norwegii i przegrał 0:2. Potem przyszedł mecz z serbską Kikindą o 15. miejsce. Tu również lepsze okazały się rywalki, wygrywając 2:0. Ostatecznie ACS Magic Volei Satu Mare zakończył turniej na 16. miejscu, a wyróżnionymi zawodniczkami zespołu zostały Iulia Coruian i Vivien Nemet.
Nie każdy turniej kończy się medalem. Nie każda drużyna wraca do domu z pucharem i zdjęciem z podium. Czasem wraca się z miejscem na końcu tabeli, z kilkoma trudnymi lekcjami, z doświadczeniem gry przeciwko zespołom z innych krajów i z poczuciem, że było się częścią dużego wydarzenia. To też ma wartość, choć trudniej ją wpisać w oficjalny komunikat.
Patrzę dziś na te dwa zdjęcia z Satu Mare i mam wrażenie, że dobrze pasują do tej historii. Nie są efektowne, nie krzyczą, nie próbują udawać pocztówki. Pierwsze to miejska ulica, spokojna perspektywa i wysoki budynek gdzieś na końcu kadru. Drugie to park, fontanna, zieleń i architektura w tle. Takie fotografie z drogi, które robi się trochę odruchowo, bo coś zatrzymało wzrok. Dopiero po latach okazuje się, że mają w sobie więcej pamięci, niż wtedy nam się wydawało.
W 2019 roku Satu Mare było dla mnie jednym z punktów podróży. Użhorod, Mukaczewo, Rumunia, Węgry, Słowacja, Jasło. W 2026 roku ta sama nazwa pojawiła się w Jaśle na turnieju siatkarskim. Tym razem nie jako przystanek na trasie, ale jako drużyna, która przyjechała tutaj zagrać.
I właśnie za to lubię takie wydarzenia jak Międzynarodowy Festiwal Sportu Jasło 2026. Bo one potrafią połączyć rzeczy, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Zdjęcie z dawnej podróży. Nazwę rumuńskiego miasta. Młodzieżowy turniej siatkówki. Dziewczyny, które przyjeżdżają do Jasła z daleka i wychodzą na boisko, żeby zmierzyć się z rywalkami z Polski, Słowacji, Ukrainy, Norwegii, Serbii, Kazachstanu czy Palestyny.
Przy tym wszystkim ważna była też współpraca przy dokumentowaniu festiwalu. Podczas MFS nie działałem sam. Ogromnym wsparciem była dla mnie Dagmara Brajtmajer, która pomagała fotograficznie ogarnąć wydarzenie rozgrywane równolegle w kilku miejscach. Przy takiej liczbie meczów, drużyn i emocji jedna para oczu to zdecydowanie za mało. Dzięki tej współpracy udało się złapać więcej niż tylko oficjalne momenty: reakcje po punktach, rozmowy przy boisku, zmęczenie, radość, koncentrację i te krótkie chwile, które często najlepiej pokazują prawdziwą atmosferę młodzieżowego sportu.
ACS Magic Volei Satu Mare nie był zespołem z czołówki tegorocznego turnieju. Ale był częścią tej większej opowieści. O sporcie, który przywozi do Jasła ludzi z różnych stron Europy i świata. O nazwach miejsc, które nagle zaczynają znaczyć więcej. O drużynach, które warto zauważyć nie tylko wtedy, kiedy wygrywają.
Bo czasem wystarczy nazwa zespołu w turniejowej rozpisce, żeby wróciła cała droga.












