Istnieją takie nazwy, które w sportowym kalendarzu nie są tylko nazwami drużyn. Przywołują konkretne miejsca, ludzi, hale, podróże i wspomnienia. Dla mnie jedną z takich nazw jest Kikinda. Serbskie miasto, w którym sam miałem kiedyś okazję być na turnieju, wróciło do mnie podczas Międzynarodowego Festiwalu Sportu Jasło 2026 w bardzo naturalny sposób – przez siatkówkę, młodzieżowy sport i obecność drużyny Odbojkaški Klub KI 0230 Kikinda.
Podczas XXV Międzynarodowego Turnieju Piłki Siatkowej Dziewcząt w Jaśle spotkały się zespoły z Polski, Słowacji, Ukrainy, Norwegii, Kazachstanu, Palestyny, Rumunii i Serbii. Taka lista uczestników sama w sobie pokazuje skalę wydarzenia. Przez kilka dni Jasło było nie tylko miejscem rywalizacji, ale też punktem spotkania różnych sportowych światów. Każda drużyna przywiozła tu swoją energię, swój język, swój sposób przeżywania meczu i własną historię.
Serbski zespół trafił w pierwszej fazie do grupy A, razem z UKS „MOSiR” Jasło, SB. Jerusalem Volleyball z Palestyny oraz ZŠ Alexandra Pavloviča ze Svidníka. Już od początku było wiadomo, że to nie będzie łatwa grupa. Kikinda rozpoczęła od porażki 0:2 z drużyną ze Słowacji, później przegrała 0:2 z SB. Jerusalem Volleyball, a na koniec pierwszego dnia uległa 0:2 gospodyniom z UKS „MOSiR” Jasło. Po tej fazie zajęła czwarte miejsce w grupie.
Wyniki bywają bezlitosne, szczególnie w turniejach młodzieżowych, gdzie jeden słabszy dzień albo trudne losowanie potrafią ustawić dalszą drogę w zawodach. Ale sport nie kończy się na tabeli. Zwłaszcza kiedy mówimy o wydarzeniu międzynarodowym, w którym równie ważne są doświadczenie, obecność i możliwość zmierzenia się z zespołami z innych krajów. Dla młodych zawodniczek taki turniej to często lekcja, której nie da się odtworzyć na treningu.
Drugiego dnia OK. KI 0230 Kikinda rywalizował w grupie H. Tam czekały kolejne mocne drużyny: UKS Dębowiec, VC „Rozdilchanka” z Ukrainy oraz KS Volley Gorlice. Serbski zespół przegrał wszystkie trzy spotkania po 0:2, kończąc tę fazę na czwartym miejscu. Patrząc wyłącznie na wyniki, można by powiedzieć, że był to trudny turniej. I pewnie był. Ale właśnie w takich meczach najbardziej widać, czym naprawdę jest młodzieżowy sport: próbą utrzymania koncentracji, nauką reakcji po porażce i szukaniem pewności nawet wtedy, gdy rywal jest wyraźnie mocniejszy.
Ostatniego dnia Kikinda zagrała jeszcze w strefie meczów o miejsca 13-16. W pierwszym spotkaniu ponownie zmierzyła się z SB. Jerusalem Volleyball i przegrała 0:2. Potem przyszedł mecz o 15. miejsce z ACS Magic Volei Satu Mare z Rumunii. I właśnie na koniec turnieju serbska drużyna odniosła swoje zwycięstwo, wygrywając 2:0. To był dobry akcent na zakończenie jasielskiej rywalizacji – może bez medalu, ale z poczuciem, że turniej kończy się nie tylko porażkami zapisanymi w protokołach.
W końcowej tabeli Odbojkaški Klub KI 0230 Kikinda zajął 15. miejsce. Najlepszymi zawodniczkami zespołu zostały Iliana Laziczicz i Katarina Aleksic. To nazwiska, które zostają przy tej drużynie w oficjalnym podsumowaniu turnieju, ale za nimi kryje się coś więcej niż tylko wyróżnienie. Kryje się kilka dni gry, podróży, emocji i obecności w wydarzeniu, które połączyło Jasło z miejscami oddalonymi od siebie o setki, a czasem tysiące kilometrów.
Dla mnie obecność Kikindy miała jeszcze jeden, osobisty wymiar. Kiedyś to ja byłem tam na turnieju. Teraz drużyna z Kikindy przyjechała do Jasła. Takie rzeczy lubię w sporcie najbardziej. Nie tylko wynik, nie tylko tabela, nie tylko szybka informacja, kto wygrał. Lubię te niewidoczne nici, które łączą miejsca i ludzi. Kiedyś Jasło jedzie do Serbii, innym razem Serbia przyjeżdża do Jasła. Zostają zdjęcia, wspomnienia, znajome nazwy i poczucie, że sportowa mapa jest trochę mniejsza, niż się wydaje.
Międzynarodowy Festiwal Sportu Jasło 2026 był właśnie takim wydarzeniem. Z jednej strony pełnym konkretnych wyników, klasyfikacji i sportowej rywalizacji. Z drugiej – pełnym spotkań, które trudno zmierzyć punktami. Drużyna z Kikindy nie przyjechała tu po łatwe zwycięstwa. Przyjechała zagrać, zebrać doświadczenie, pokazać się na międzynarodowym turnieju i być częścią większej sportowej opowieści.
A takie opowieści są w młodzieżowym sporcie bardzo ważne. Bo nie każda drużyna wraca do domu z pucharem. Nie każda kończy turniej w górnej części tabeli. Ale każda może wrócić z czymś, co zostaje dłużej: z doświadczeniem gry z zagranicznymi zespołami, z pamięcią o atmosferze turnieju, z nową motywacją i z poczuciem, że było się częścią czegoś większego.
W tej opowieści jest jeszcze jeden ważny wątek – współpraca. Podczas Międzynarodowego Festiwalu Sportu Jasło 2026 nie działałem sam. Ogromnym wsparciem była dla mnie Dagmara Brajtmajer, która pomagała fotograficznie ogarnąć wydarzenie rozgrywane równolegle w kilku miejscach, z wieloma drużynami, meczami i emocjami dziejącymi się niemal jednocześnie. Przy takim festiwalu jedna para oczu i jeden aparat to często za mało, żeby uchwycić pełny obraz wydarzenia.
Dzięki tej współpracy mogliśmy spojrzeć na MFS szerzej – nie tylko przez pryzmat oficjalnych momentów, ale też przez detale: reakcje zawodniczek po punktach, rozmowy przy boisku, gesty trenerów, zmęczenie po meczu, radość po zwycięstwie i te krótkie chwile, które w sporcie młodzieżowym bywają najprawdziwsze. Dagmara wniosła do tej pracy swoją uważność i fotograficzną obecność, a dla mnie było to realne odciążenie i jednocześnie potwierdzenie, że przy dużych wydarzeniach dobra współpraca jest równie ważna jak dobry sprzęt.
To właśnie dzięki takim osobom dokumentowanie festiwalu staje się czymś więcej niż tylko zapisem wyników. Staje się opowieścią o ludziach. O drużynach, które przyjeżdżają do Jasła z różnych stron świata. O zawodniczkach, które często pierwszy raz grają w tak międzynarodowym otoczeniu. O trenerach, organizatorach, wolontariuszach i fotografach, którzy próbują zatrzymać w kadrach atmosferę kilku intensywnych dni.

















