W międzynarodowym turnieju najłatwiej zatrzymać wzrok na drużynach, które przyjechały z daleka. Palestyna, Kazachstan, Norwegia, Serbia, Rumunia, Ukraina czy Słowacja od razu budują mapę wydarzenia i pokazują, że przez kilka dni Jasło naprawdę stało się miejscem spotkania różnych sportowych światów. Ale w takim turnieju równie ważne są zespoły z regionu. Te bliższe geograficznie, bardziej znajome, czasem mniej „egzotyczne” na papierze, ale niosące ze sobą własną historię, tradycję i codzienną pracę szkoleniową.
Jednym z takich zespołów była Wisłoka Dębica.
To nazwa, której w podkarpackim sporcie nie trzeba specjalnie przedstawiać. Wisłoka kojarzy się z klubem o długiej historii, mocno osadzonym w swoim mieście i regionie. Przez lata najczęściej mówiło się o niej w kontekście piłki nożnej czy zapasów, ale w ostatnim czasie w klubie swoje miejsce odzyskuje także żeńska siatkówka. I właśnie dlatego obecność drużyny z Dębicy podczas XXV Międzynarodowego Turnieju Piłki Siatkowej Dziewcząt w ramach Międzynarodowego Festiwalu Sportu Jasło 2026 była czymś więcej niż tylko kolejną pozycją w terminarzu.
Wisłoka przyjechała do Jasła jako zespół z Podkarpacia, ale turniej od początku miał dla niej wyraźnie międzynarodowy charakter. W pierwszej fazie drużyna trafiła do grupy B, gdzie mierzyła się ze Stovner Volley Oslo z Norwegii, ŠK ELBA Prešov ze Słowacji oraz KS Volley Gorlice. Już pierwszy mecz pokazał, że dębiczanki nie przyjechały tu tylko zbierać doświadczenia. W spotkaniu ze Stovner Volley Oslo wygrały 2:0, dobrze otwierając swoje turniejowe granie.
Później przyszedł bardzo ciekawy mecz z ŠK ELBA Prešov. Wisłoka przegrała 1:2, ale sam wynik pokazuje, że było to spotkanie z walką, z próbą utrzymania się przy rywalkach i z momentami, w których polski zespół potrafił odpowiedzieć mocniejszej drużynie. Na koniec pierwszego dnia dębiczanki pokonały KS Volley Gorlice 2:0. Dwa zwycięstwa i jedna porażka dały im drugie miejsce w grupie B.
To był dobry początek. Nie perfekcyjny, bo porażka z Prešovem zostawiła pewnie sportowy niedosyt, ale solidny. W turnieju, w którym gra się dzień po dniu, taka pierwsza faza ma znaczenie nie tylko w tabeli. Buduje pewność, pozwala wejść w rytm, pokazuje, że drużyna potrafi wygrywać, ale też musi umieć przepracować trudniejszy mecz. W młodzieżowej siatkówce to często ważniejsze niż sam zapis w protokole.
Drugiego dnia Wisłoka rywalizowała w grupie G. Tu poziom był jeszcze bardziej wymagający. Na drodze stanęły SB. Jerusalem Volleyball z Palestyny, KZ GRACJA Uralsk z Kazachstanu oraz późniejszy zwycięzca całego turnieju, SL SALOS Staniątki. Dębiczanki rozpoczęły od zwycięstwa 2:0 nad zespołem z Palestyny. Potem przyszedł mecz z KZ GRACJA Uralsk, przegrany 1:2. To kolejny wynik, który sugeruje wyrównaną walkę i spotkanie, w którym zabrakło niewiele. Na koniec Wisłoka zmierzyła się ze SL SALOS Staniątki i przegrała 0:2.
Trzecie miejsce w grupie G oznaczało grę o miejsca 9-12. Może nie była to już strefa medalowa, ale w praktyce nadal była to rywalizacja o bardzo przyzwoite miejsce w gronie szesnastu drużyn z kilku krajów. I właśnie w tej części turnieju Wisłoka pokazała, że potrafi dobrze zamknąć zawody.
Najpierw ponownie spotkała się z KS Volley Gorlice i wygrała 2:0. Potem w meczu o 9. miejsce zagrała z gospodyniami, UKS „MOSiR” Jasło. Dla lokalnych kibiców był to jeden z tych meczów, w których emocje naturalnie idą w stronę jasielskiej drużyny, ale sportowo lepsza okazała się Wisłoka. Dębiczanki wygrały 2:0 i zakończyły cały turniej na 9. miejscu.
To miejsce może wyglądać niepozornie, jeśli patrzy się tylko na podium. Ale w szerszym kontekście jest to bardzo solidny wynik. Wisłoka wygrała cztery mecze, dwa razy przegrała po tie-breaku 1:2 i tylko dwa spotkania oddała w stosunku 0:2. Zagrała z drużynami z Norwegii, Słowacji, Palestyny, Kazachstanu oraz z zespołami z Polski. Miała mecze pewnie wygrane, mecze trudne i takie, w których zabrakło jednego seta do lepszego rozstrzygnięcia.
Najlepszymi zawodniczkami Wisłoki Dębica zostały Aleksandra Majka i Milena Kobos. To oficjalne wyróżnienie, ale też symbol pracy całej drużyny, która przez trzy dni turnieju musiała odnajdywać się w różnych sytuacjach: od zwycięstw, przez zacięte mecze, po spotkania z bardzo mocnymi rywalkami.
W przypadku Wisłoki ważny jest jeszcze jeden kontekst. To drużyna reprezentująca klub z dużym sportowym zapleczem i tradycją, ale sama żeńska siatkówka w Dębicy w ostatnich latach była odbudowywana. Takie zespoły nie powstają z dnia na dzień. Za ich obecnością na turnieju stoją nabory, treningi, praca z młodszymi rocznikami, cierpliwość trenerów i decyzja, żeby dziewczęca siatkówka miała swoje miejsce w klubie oraz w mieście.
Dlatego udział Wisłoki w MFS Jasło 2026 dobrze pokazuje, że międzynarodowy charakter festiwalu nie polegał tylko na zapraszaniu drużyn z daleka. Polegał też na tym, że zespoły z regionu mogły sprawdzić się na tle rywalek z różnych krajów. Dla zawodniczek z Dębicy taki turniej to nie tylko wyjazd do sąsiedniego miasta. To kilka dni grania w atmosferze dużego wydarzenia, kontakt z innym stylem siatkówki i doświadczenie, którego nie da się zastąpić zwykłym treningiem.
Jasło przez kilka czerwcowych dni było sportową mapą w miniaturze. Były drużyny z daleka, były zespoły z Podkarpacia, były mecze z wyraźną przewagą jednej strony i takie, które rozstrzygały się dopiero po walce. Wisłoka Dębica wpisała się w ten obraz jako zespół solidny, ambitny i dobrze pokazujący regionalny wymiar turnieju. Nie wróciła z medalem, ale wróciła z miejscem w pierwszej dziesiątce, kilkoma dobrymi zwycięstwami i doświadczeniem, które w młodzieżowym sporcie często procentuje później.
Bo właśnie takie turnieje są potrzebne młodym zawodniczkom. Nie tylko po to, żeby zdobywać puchary. Także po to, żeby sprawdzać siebie, zobaczyć poziom innych drużyn, nauczyć się przegrywać trudne mecze i domykać turniej zwycięstwem wtedy, kiedy nadal jest o co grać. Wisłoka w Jaśle to zrobiła.











