UKS „MOSiR” Jasło. Gospodynie, turniej i 25 lat pracy Marka Bajorka

JasłoMiędzynarodowy Festiwal Sportu w JaśleUKS „MOSiR” Jasło. Gospodynie, turniej i 25 lat pracy Marka Bajorka

Są drużyny, które przyjeżdżają na turniej z daleka i od razu budzą ciekawość. Kazachstan, Palestyna, Norwegia, Serbia, Rumunia, Ukraina, Słowacja – takie nazwy robią wrażenie w terminarzu, bo pokazują skalę wydarzenia. Ale w samym środku tej mapy jest jeszcze jeden zespół. Najbliższy, najbardziej oczywisty, a przez to czasem najłatwiej go przeoczyć.

UKS „MOSiR” Jasło.

Gospodynie. Dziewczyny grające u siebie. Klub, który nie tylko wystawił drużynę do XXV Międzynarodowego Turnieju Piłki Siatkowej Dziewcząt, ale jest też jednym z najważniejszych powodów, dla których Międzynarodowy Festiwal Sportu Jasło 2026 w ogóle ma taki wymiar. Bo MFS nie spadł z nieba, nie powstał z jednego plakatu, jednej dotacji ani jednego weekendowego pomysłu. To wydarzenie jest efektem lat pracy, kontaktów, konsekwencji i ludzi, którym chciało się robić sport młodzieżowy wtedy, kiedy było trudniej, mniej efektownie i mniej „medialnie”.

W tej historii trzeba wymienić jedno nazwisko: Marek Bajorek.

To on od 25 lat organizuje Międzynarodowy Festiwal Sportu w Jaśle. I to nie jest drobna informacja do wrzucenia gdzieś na koniec artykułu między wynikami a tagami. To jest fundament tej opowieści. Bo jeśli przez ćwierć wieku do Jasła przyjeżdżają młode zawodniczki i zawodnicy z różnych krajów, jeśli przez kolejne edycje udaje się budować turniej, zapraszać drużyny, dogadywać hale, sędziów, noclegi, transporty, sponsorów, partnerów i całą tę niewidoczną organizacyjną maszynerię, to za tym stoi konkretna praca konkretnego człowieka.

Marek Bajorek nie organizuje po prostu „imprezy sportowej”. Przez lata zbudował wydarzenie, które dla wielu młodych zawodniczek było pierwszym prawdziwie międzynarodowym turniejem. Takim, na którym po drugiej stronie siatki nie stoi tylko drużyna z sąsiedniego miasta, ale zespół z innego kraju, z innym językiem, innym stylem gry i innym sportowym doświadczeniem. To zmienia perspektywę. Dla dziewczyn z Jasła, ale też dla tych, które przyjeżdżają tutaj z daleka.

W 2026 roku Jasło znów stało się na kilka dni siatkarską mapą w miniaturze. Na parkiecie spotkały się drużyny z Polski, Słowacji, Ukrainy, Norwegii, Kazachstanu, Palestyny, Rumunii i Serbii. Były zespoły, które przyjechały po zwycięstwo, były takie, które zbierały doświadczenie, były mocne mecze, tie-breaki, szybkie 2:0, radość po punktach i te krótkie chwile ciszy po przegranym secie, kiedy trzeba szybko pozbierać głowę, bo za chwilę kolejna piłka.

Dla UKS „MOSiR” Jasło ten turniej miał jednak dodatkowy ciężar. Gra u siebie zawsze jest trochę inna. Niby hala znajoma, parkiet swój, ludzie dookoła życzliwi, ale właśnie dlatego presja potrafi być większa. Kiedy jesteś gospodynią, każdy mecz ma w sobie coś więcej niż tylko wynik. Jest oczekiwanie, jest chęć pokazania się, jest ten lokalny nerw, który podpowiada: fajnie byłoby zagrać dobrze, bo przecież wszyscy patrzą.

Jasielski zespół rozpoczął turniej w grupie A. Na początek przyszło spotkanie z SB. Jerusalem Volleyball z Palestyny. UKS „MOSiR” Jasło wygrał 2:0 i dobrze otworzył rywalizację. Później przyszła porażka 0:2 z ZŠ Alexandra Pavloviča ze Svidníka, a na koniec pierwszej fazy zwycięstwo 2:0 nad serbskim OK. KI 0230 Kikinda. Dwa zwycięstwa, jedna porażka i drugie miejsce w grupie – to był solidny start.

Nie był to start idealny, ale w turnieju młodzieżowym ideałów szuka się rzadko. Bardziej liczy się rytm, reakcja po przegranym meczu i umiejętność wyciągnięcia wyniku wtedy, kiedy trzeba. Jasło po porażce ze słowacką drużyną potrafiło wrócić i wygrać z Kikindą. To ważne, bo czasem nie samo zwycięstwo mówi najwięcej, tylko to, co drużyna robi po wcześniejszym potknięciu.

Drugiego dnia gospodynie trafiły do grupy F. Tam czekały TSV Sanok, ACS Magic Volei Satu Mare z Rumunii oraz ŠK ELBA Prešov ze Słowacji. I tu zrobiło się trudniej. Mecz z Sanokiem zakończył się porażką 1:2. Taki wynik zawsze zostawia niedosyt, bo tie-break jest trochę jak przeciąganie liny do ostatniego momentu. Niby przegrana, ale nie taka, po której można powiedzieć, że drużyna nie była w grze.

Potem przyszło zwycięstwo 2:0 nad ACS Magic Volei Satu Mare. Jasło zrobiło to, co trzeba było zrobić: wygrało pewnie z zespołem, który w tym turnieju miał bardzo trudną drogę. Na koniec drugiej fazy gospodynie zmierzyły się z ŠK ELBA Prešov i przegrały 0:2. Słowacki zespół był jednym z najmocniejszych w całym turnieju, później zakończył rywalizację na drugim miejscu, więc ta porażka nie była przypadkiem, tylko spotkaniem z bardzo wymagającym przeciwnikiem.

Po tej fazie UKS „MOSiR” Jasło zajął trzecie miejsce w grupie F i trafił do gry o miejsca 9-12. Może nie była to już strefa medalowa, ale nadal była to walka o miejsce w pierwszej dziesiątce turnieju, w którym grało szesnaście drużyn z kilku krajów. I właśnie w takich meczach dobrze widać charakter drużyny. Bo kiedy podium już odjechało, trzeba znaleźć nową motywację. Trzeba grać dalej, nie dla wielkiego finału, ale dla siebie, dla zespołu, dla klubu i dla dobrego zakończenia turnieju.

W półfinale o miejsca 9-12 UKS „MOSiR” Jasło zmierzył się z ULKS Niedźwiada i wygrał 2:0. To było ważne zwycięstwo, bo dawało gospodyniom mecz o 9. miejsce. Tam czekała Wisłoka Dębica. Zespół z Dębicy okazał się lepszy, wygrał 2:0 i to on zakończył turniej na dziewiątej pozycji. Jasło zajęło miejsce dziesiąte.

Czy 10. miejsce w takim turnieju jest powodem do niedosytu? Pewnie trochę tak, bo sport bez niedosytu byłby nudny. Zawsze można było wygrać jednego seta więcej, jedną końcówkę rozegrać spokojniej, jeden mecz odwrócić w swoją stronę. Ale jeśli spojrzeć szerzej, UKS „MOSiR” Jasło wygrał cztery spotkania, zagrał z drużynami z Palestyny, Serbii, Rumunii i Słowacji, a do tego mierzył się z mocnymi ekipami z Polski. To jest doświadczenie, którego nie da się dostać na zwykłym treningu.

Najlepszymi zawodniczkami jasielskiego zespołu zostały Julia Bałon i Wiktoria Zakrzewska. To oficjalne wyróżnienie, ale za tymi nazwiskami stoi coś więcej niż turniejowa formułka. Stoją trzy dni gry, emocje, koncentracja, pewnie też stres gospodarzy i ten szczególny rodzaj odpowiedzialności, który pojawia się wtedy, kiedy gra się nie tylko dla siebie, ale też przed własną publicznością.

UKS „MOSiR” Jasło to nie jest klub od jednego weekendu. To jest praca z dziewczynami, nabory, treningi, wyjazdy, turnieje, porażki, zwycięstwa, rodzice na trybunach, trenerzy przy linii, godziny spędzone w hali i codzienność, której kibic widzi tylko mały fragment. MFS pokazuje ten fragment najgłośniej, bo jest międzynarodowy, efektowny i fotograficznie wdzięczny. Ale za tym wszystkim jest zwykła klubowa robota, bez której żaden festiwal nie miałby sensu.

I właśnie dlatego tekst o UKS „MOSiR” Jasło nie może być tylko tekstem o wynikach. Bo ten klub jest tu jednocześnie drużyną, gospodarzem i częścią większej historii jasielskiego sportu. Historii, którą od 25 lat konsekwentnie współtworzy Marek Bajorek, organizując wydarzenie ściągające do Jasła młodzieżowe drużyny z różnych stron Europy i świata.

Podczas tegorocznego MFS ważna była także praca przy dokumentowaniu wydarzenia. Przy tak dużej liczbie meczów, drużyn i emocji jedna osoba z aparatem nie jest w stanie być wszędzie. Dlatego ogromnym wsparciem była dla mnie Dagmara Brajtmajer, która pomagała fotograficznie ogarnąć festiwal rozgrywany równolegle w kilku miejscach. Dzięki tej współpracy można było złapać więcej niż oficjalne momenty: reakcje po punktach, rozmowy przy boisku, gesty trenerów, zmęczenie po meczach, radość po zwycięstwach i te drobne sceny, które najlepiej opowiadają o młodzieżowym sporcie.

Bo MFS to nie tylko komunikat z wynikami. To hale, w których od rana słychać piłki. To dziewczyny poprawiające ochraniacze przed wejściem na boisko. To trenerzy, którzy próbują w pół minuty powiedzieć coś, co ma zmienić cały set. To rodzice zaglądający w terminarz. To wolontariusze, organizatorzy, sędziowie, zdjęcia robione w biegu i drużyny, które po trzech dniach wyjeżdżają z Jasła z własną historią.

A w centrum tej historii są też gospodynie. Dziewczyny z UKS „MOSiR” Jasło, które mogły zagrać u siebie z drużynami z kilku krajów. Dla nich ten turniej to nie tylko pozycja w tabeli. To doświadczenie, które zostaje w głowie, w ciele i w drużynie. Bo kiedy stajesz po drugiej stronie siatki naprzeciw zawodniczek z Palestyny, Serbii, Rumunii czy Słowacji, to sport nagle robi się większy niż codzienny trening.

I może właśnie w tym jest największa wartość Międzynarodowego Festiwalu Sportu. Nie tylko w tym, kto wygrał, kto był drugi, a kto dziesiąty. Ważne jest to, że Jasło przez kilka dni było miejscem prawdziwego spotkania młodych sportowców. A UKS „MOSiR” Jasło nie patrzył na to z boku. Był w samym środku wydarzenia.

Jako gospodarz. Jako drużyna. Jako klub, który od lat daje dziewczynom miejsce do grania.

Wyniki UKS „MOSiR” Jasło

05.06.2026 – grupa A

SB. Jerusalem Volleyball – UKS „MOSiR” Jasło 0:2
UKS „MOSiR” Jasło – ZŠ Alexandra Pavloviča 0:2
OK. KI 0230 Kikinda – UKS „MOSiR” Jasło 0:2

Miejsce w grupie A: 2.

06.06.2026 – grupa F

UKS „MOSiR” Jasło – TSV Sanok 1:2
ACS Magic Volei Satu Mare – UKS „MOSiR” Jasło 0:2
ŠK ELBA Prešov – UKS „MOSiR” Jasło 2:0

Miejsce w grupie F: 3.

07.06.2026 – mecze o miejsca

ULKS Niedźwiada – UKS „MOSiR” Jasło 0:2
UKS „MOSiR” Jasło – Wisłoka Dębica 0:2

Miejsce końcowe: 10. UKS „MOSiR” Jasło (Polska)

Najlepsze zawodniczki zespołu: Julia Bałon i Wiktoria Zakrzewska