Są drużyny, które przyjeżdżają na turniej i trzeba chwilę sprawdzać, skąd są, co grają, jaka to historia. A są też takie, przy których człowiek od razu mówi: o, znamy się. Może nie osobiście, może nie z codziennych rozgrywek, ale z pamięci wydarzenia. Z poprzednich edycji. Z tego małego turniejowego déjà vu, które w sporcie zdarza się częściej, niż nam się wydaje.
Tak było z KZ GRACJA Uralsk.
Drużyna z Kazachstanu nie przyjechała do Jasła jako zupełnie anonimowy gość. W 2024 roku Gracja Uralsk wygrała siatkarski turniej podczas Międzynarodowego Festiwalu Sportu, więc jej powrót w 2026 roku miał już swój ciężar. To nie była tylko egzotycznie brzmiąca nazwa w rozpisce. To był zespół, który miał za sobą jasielski sukces i pewnie też świadomość, że tym razem wszyscy będą patrzeć trochę inaczej.
Bo jednak Kazachstan w Jaśle robi wrażenie. Nie dlatego, że trzeba od razu dorabiać do tego wielką geografię i patos o dalekich krajach. Raczej dlatego, że w hali nagle spotykają się bardzo konkretne światy. Dziewczyny z Podkarpacia, Słowacji, Ukrainy, Norwegii, Palestyny, Rumunii, Serbii i właśnie Kazachstanu. Niby zwykły turniej siatkówki, a jednak kiedy spojrzy się na listę drużyn, to robi się z tego całkiem niezła mapa.
Gracia-KZ, bo pod taką nazwą klub też funkcjonuje, to zespół z Uralska. Klub działa od początku lat dwutysięcznych i jest częścią kazachskiej siatkówki kobiecej. Nie jest więc drużyną sklejoną na chwilę pod wyjazd, tylko ekipą z realnego siatkarskiego środowiska. W Jaśle było to widać choćby po tym, że nawet gdy mecze nie szły idealnie, zespół nie wyglądał na zagubiony. Była walka, była organizacja, było trochę sportowej twardości i ta charakerystyczna turniejowa mina: dobra, jedziemy dalej, następna piłka.
A początek wcale nie był łatwy.
W pierwszej fazie Gracja trafiła do grupy D z UKS Dębowiec, ZŠ MLYNSKÁ Stropkov i TSV Sanok. Pierwszy mecz zakończył się porażką 0:2 z Dębowcem. Potem przyszło spotkanie ze Stropkovem, przegrane 1:2. I to jest ten wynik, który zawsze trochę kłuje, bo tie-break zostawia w głowie pytanie: a gdyby jedna piłka poszła inaczej? Na koniec pierwszego dnia drużyna z Kazachstanu wygrała 2:1 z TSV Sanok, ale układ tabeli sprawił, że zakończyła grupę na czwartym miejscu.
Brzmi dziwnie? Jedno zwycięstwo, dwa mecze po trzy sety i dopiero czwarte miejsce. Ale taki jest turniej. Czasem nie wystarczy zagrać dobrze fragmentami. Trzeba jeszcze dobrze trafić z bilansem, setami, punktami i całą tą matematyką, która po ostatnim gwizdku nagle robi się równie ważna jak atak po skosie.
Drugiego dnia Gracja wyglądała już lepiej w tabeli. W grupie G zagrała ze SL SALOS Staniątki, Wisłoką Dębica i SB. Jerusalem Volleyball. Na start przyszła porażka 0:2 ze Staniątkami, czyli późniejszym zwycięzcą całego turnieju. Potem był jeden z ważniejszych meczów tej fazy: zwycięstwo 2:1 nad Wisłoką Dębica. Znowu tie-break, ale tym razem rozstrzygnięty na korzyść zespołu z Kazachstanu. Na koniec Gracja wygrała 2:0 z SB. Jerusalem Volleyball i zajęła drugie miejsce w grupie.
I tu widać różnicę między drużyną, która po prostu gra turniej, a drużyną, która umie się w turnieju odnaleźć. Pierwszy dzień nie był wymarzony, ale drugi już dał konkretną odpowiedź. Nie było obrażania się na tabelę, nie było sportowego zjazdu. Było granie dalej.
Ostatniego dnia Gracja walczyła o miejsca 5-8. Najpierw zmierzyła się z VC „Rozdilchanka” z Ukrainy i przegrała 1:2. Kolejny tie-break, kolejny mecz na styku, kolejna sytuacja, w której wynik mógł zostawić trochę niedosytu. Później przyszedł mecz o 7. miejsce z TSV Sanok. I tutaj historia z pierwszego dnia trochę się odwróciła. W grupie Gracja wygrała z Sanokiem 2:1, ale w finałowym układzie to TSV Sanok okazał się lepszy, wygrywając 2:1.
Ostatecznie KZ GRACJA Uralsk zakończyła XXV Międzynarodowy Turniej Piłki Siatkowej Dziewcząt na 8. miejscu. Nie było powtórki z 2024 roku, nie było podium, nie było wielkiego finału. Ale był solidny turniej, kilka bardzo zaciętych meczów i wynik, który pokazuje, że ta drużyna cały czas była w grze. Nie gdzieś z boku. Nie jako tło. Tylko jako zespół, z którym trzeba było się liczyć.
Najlepszymi zawodniczkami Gracji zostały Aruzhan Kairshina i Alina Ashgaliyeva. Dwa nazwiska, które w turniejowym podsumowaniu są oficjalnym wyróżnieniem, ale za nimi stoją trzy dni grania, daleka podróż, emocje i pewnie sporo sportowego zmęczenia. Takie wyróżnienia są ważne, bo przypominają, że za nazwą drużyny zawsze są konkretne dziewczyny. Nie tylko flaga, nie tylko kraj, nie tylko miejsce w tabeli.
W przypadku Gracji Uralsk podoba mi się jeszcze jedno: ta drużyna dobrze pokazuje, czym MFS w Jaśle może być, jeśli nie sprowadzać go tylko do lokalnego wydarzenia z międzynarodową naklejką. Bo tutaj naprawdę przyjeżdżają zespoły z daleka. Naprawdę grają z naszymi drużynami. Naprawdę tworzą sytuacje, w których młode zawodniczki z Podkarpacia mogą stanąć po drugiej stronie siatki naprzeciwko dziewczyn z Kazachstanu. I to nie w telewizji, nie w teorii, nie w opowieści trenera, tylko na własnym boisku.
To jest wartość, której nie da się dobrze sprzedać jednym plakatem. Ona wychodzi dopiero w hali. W rozgrzewce. W okrzykach po udanym bloku. W minach po przegranym tie-breaku. W rozmowach po meczu. W zdjęciach, które potem zostają gdzieś w klubowych archiwach i na telefonach zawodniczek.
Gracja Uralsk w 2026 roku nie przyjechała do Jasła po łatwą powtórkę z poprzedniego sukcesu. Turniej szybko pokazał, że nic nie będzie tu rozdane za historię, nazwę ani wspomnienie z 2024 roku. Trzeba było grać od nowa. I Kazaszki grały. Raz lepiej, raz słabiej, kilka razy na pełnym styku, kilka razy z niedosytem. Ale właśnie przez to ten ich występ był ciekawy. Nie był prostą opowieścią o faworycie. Był bardziej historią drużyny, która wróciła do miejsca swojego wcześniejszego triumfu i musiała sprawdzić się w zupełnie nowym turnieju.
A to w sporcie jest uczciwe. Nic nie zostaje dane raz na zawsze. Nawet jeśli rok czy dwa lata wcześniej było się najlepszym.
W Jaśle Gracja zostawiła po sobie 8. miejsce, kilka dobrych meczów i przypomnienie, że Międzynarodowy Festiwal Sportu potrafi ściągać na nasze hale naprawdę ciekawe drużyny. Nie tylko z sąsiedniego powiatu, nie tylko zza południowej granicy, ale też z miejsc, które na mapie wydają się bardzo daleko.
I może właśnie dlatego warto o nich pisać. Bo za kilka lat ktoś znowu zobaczy w rozpisce nazwę Uralsk i powie: czekaj, oni już u nas byli.
Wyniki KZ GRACJA Uralsk
05.06.2026 – grupa D
UKS Dębowiec – KZ GRACJA Uralsk 2:0
KZ GRACJA Uralsk – ZŠ MLYNSKÁ Stropkov 1:2
TSV Sanok – KZ GRACJA Uralsk 1:2
Miejsce w grupie D: 4.
06.06.2026 – grupa G
SL SALOS Staniątki – KZ GRACJA Uralsk 2:0
KZ GRACJA Uralsk – Wisłoka Dębica 2:1
SB. Jerusalem Volleyball – KZ GRACJA Uralsk 0:2
Miejsce w grupie G: 2.
07.06.2026 – mecze o miejsca
KZ GRACJA Uralsk – VC „Rozdilchanka” 1:2
TSV Sanok – KZ GRACJA Uralsk 2:1
Miejsce końcowe: 8. KZ GRACJA Uralsk (Kazachstan)
Najlepsze zawodniczki zespołu: Aruzhan Kairshina i Alina Ashgaliyeva





















